Niebo w płomieniach Parandowskiego – streszczenie cz2


T. wzbudził furorę pojawiając się w szkole wesoły i rozgadany. Był 10marca 1914 roku i T. pomyslał, ze pół roku minęło od spotkania w parku z kolegami i tyle czasu potrzebował, by znaleźć odpowiedź na zadane mu w parku pytanie (czy wierzy w Boga). Tylko Kościuka (który pytanie zadał) nie było w klasie. Umierał. Kościuk mieszkał „na stancji” u małżeństwa, które przywiązało się do niego tak, że oddali mu swój pokój, gdy zaczął chorować i leżał tam teraz. T odwiedził go o zmierzchu. T. przeraził widok śmierci – widok Kościuka. Nie podał mu ręki bo K. twierdził, ze ma spotniałe ręce tak iż . wystraszy się i więcej nie przyjdzie, a Kościuk chce by przychodził, bo czekał na niego i ma wrażenie, że ostatni raz widzieli się na Wysokim Zamku i nawet się nie pożegnali. Kościuk ma liść z klonu pod którym byli wtedy – na pamiątkę. Wrócił też do zadanego pytania: „Nie odpowiedziałeś mi wtedy. Szczęśliwy jestem, że to pytanie zostało między nami nierozstrzygnięte. Sam teraz ide po odpowiedź i mogę mieć jeszcze nadzieję, ze będzie ona taka, jakiej się spodziewam…Poznaję po twoich oczach co mógłbys mi dzisiaj odpowiedzieć. Dziękuję ci że milczysz….Czemuż to z takim zapałem upominac się o nicość?”. Ponieważ Kościuk zmęczył się T. musiał iść i wyszedł nie odpowiadając na pytanie Kościuka, czy jeszcze przyjdzie. T. pomyślał, że najgłębszym źródłem wiary jest strach przed nicością, pragnienie trwania i że wzruszający jest protest śmiertelnika przeciw śmierci, żądza ujarzmienia jej, choćby ręką Boga. Mając sobie wiele do powiedzenia zawstydził się , że u Kościuka słowem się nie odezwał i postanowił pójść do niego jutro. Ale Kościuk zmarł w nocy. Na pogrzebie płakała tylko gospodyni i ks. Skromny. Barczysty ojciec miał oczy suche. T. jedyny ze wszystkich nie spodziewał się już zobaczyć Kościuka.

Previous Niebo w płomieniach Parandowskiego - streszczenie cz3
Next Niebo w płomieniach Parandowskiego - streszczenie cz1