Parandowski – Niebo w płomieniach żywot księdza cz2


Pustka, którą czuł T, zaczynała się napełniać dziwną treścią. Wspominał wakacje i to jak co dzień przechodził koło plebanii, podsłuchując modlitwę księdza Prussooty, który z łaciny przechodził na swój własny język i zaczynał rozmowę z Bogiem –chłopską, gospodarską. Ks. Prussota wyznawał religię, w której nawet Bóg wciąż pracuje; nie pojmował Boga w spoczynku. T. Myśląc o ks. Prussocie i jego modlitwie pojął, że nigdy nie będą mu obojętne pewne rzeczy, bo poza swoją wolą, przez chrzest został w to wciągnięty. I przypomniały mu się słowa z apokryfu chrześcijańskiego: „Podnieś kamień, a znajdziesz mnie tam; rozłupaj drzewo, a i tam jestem”.
Ks Grozd tymczasem stracił pogodę ducha, myśląc o swoich uczniach i o tym, że niczego nie zauważył wcześniej, a Godziecki był już niesamowicie oczytany, na religii też zawsze bezbłędnie odpowiada na zadane mu pytanie z historii pierwszych gmin chrześcijańskich. Może powinien zostawić tę sprawę?
Tymczasem T. ocknął się na dźwięk znajomego głosu –Alina szła z jakimś młodzieńcem. T. Podsumował to: „Mała strata, krótki żal” – i tyle.
Grozd tymczasem kupił od jakiegoś staruszka ramkę z pejzażem – kolekcjonował ramki. U siebie zajął się ramką i wprawianiem w nią innego obrazka. Gosposią była mu siostra: zezowata, żółtozęba i podła z charakteru. Mimo absztyfikanta – właściciela kamienicy, trwała przy cnotach chrześcijańskich i własnym bracie, składając na wiano zakonne. Gdy w kuchni ks. chciał położyć garnek na starej gazecie wzrok padł mu na wiadomość, że Albin Grodzicki został Radcą Dworu.

Previous Parandowski - Niebo w płomieach żywot księdza cz1
Next Parandowski - fragmenty Nieba w Płomieniach