Parandowski – Towarzystwo Szkoły Ludowej cz4


T. miał wygłaszać przemówienie w ramach „Zaduszek narodowych”. Mówił o kulcie trzech wieszczów: frazesy i coś od siebie (przy czym te drugie, ku jego rozczarowaniu, nie robiły wrażenia, ginąc wśród frazesów). Nie można bezkarnie mówić, myśląc na przekór temu co się mówi, wiec w chwili największej pewności siebie T. zapragnął powiedzieć:„Wychowani w ponurym bałwochwalstwie, nauczeni klękać …kiedyż ustanowimy religię według naszego serca i uderzymy czołem przed świętością…”. Przez tę myśl pamięć wyskoczyła z toru, że wysiłkiem woli nakazał sobie spokój, więc gdy stronica przed oczami ukazała mu się na nowo, chwycił się jej, wzbudzając podziw publiczności, która przerwę wzięła za celowy wybieg. T. odzyskał spokój, ale stracił szacunek do siebie. Musiał zaczerpnąć powietrza. Spotkał Jurkina i poszedł z nim na papierosa. J. uważał, że T. mówił co czuł, dlatego zapytał się T. czy wierzy w zapowiadane rok rocznie zmartwychwstanie kraju. Zaproponował mu przynależność do tajnego związku. T. chciał wiedzieć więcej, więc umówili się że przyjdzie do Jurkina. Gdy T.poszedł do rodziców do restauracji, nie cieszył się z sukcesu na scenie. Wyrzucił rodzicom, że zrobił z siebie idiotę, bo brakło mu odwagi, a to przez wychowanie, dyscyplina, obyczaje. Ojciec powiedział że domyśla się co chciał T. powiedzieć i dodał, że w pewnym sensie T. osiągnął sukces, bo W-ce prezydent Rady Szkolnej żegnając Albina powiedział: „Pański syn czci ojczyznę jak Boga”. Powróciwszy po jedzeniu do przerwanego wątku ojciec mówił, że i jemu nie podobała się mowa T., bo słyszał takich tysiące i nic tylko się mówi o Polsce. Zapytał syna, co on właściwie myśli o Polsce, a że T. zwrócił uwagę, że restauracja nie jest chyba miejscem na takie zwierzenia, ojciec kontynuował, że skoro uważa Polske za coś tak niematerialnego, że mogłoby ją spłoszyć uderzenie widelca o stół to tym bardziej, jak kraj powstanie?? Zarzucił, że oni (marzyciele) nie myślą, jak ma powstać Polska, jak Polska ma działać, wyglądać. T. poczuł niepojęty żal, myśląc jak mało wiedział o ojcu i jak niesłusznie go lekceważył. I odezwał się do ojca: „Tatusiu…” czego nie robił od lat, a że nerwy całego dnia dały o sobie znać, słowa zamarły i zbladł, że postanowili iść. Gdy Albin wzywał kelnera wszedł kwestarz Towarzystwa Szkoły Ludowej – powstaniec ’63. Kwestarz ominął stolik generała – szanował neutralność munduru, mimo iż generał miał już w dłoni monetę – z szacunku do żołnierza który n a p r a w d e walczył. A bywały dni, kiedy kwestarz dostawał monetę tylko od zaborcy. Grodziecki dał kwestarzowi resztę

Previous Parandowski - Towarzystwo Szkoły Ludowej cz3
Next Parandowski - Towarzystwo Szkoły Ludowej