J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz3


T. wyszedł z kościoła. Jakieś panny po niem. mówiły o pogodzie, a potem zapewne o nim (szeptu szeptu szeptu), a on – będąc w wieku pięknym adolescencji – właśnie stwierdzał, że nie jest bynajmniej elegancki. No i sama właścicielka głosu była niczego sobie. Nie wiedzieć kiedy doszedł pod teatr, potem ratusz i włóczył się do godziny prof. Majewskiego – ugrzecznionego „nieskazitelnego urzędnika nauki” , prowadzącego starannie i dokładnie lekcje, szanowanego przez uczniów. T. Był jednym z najlepszych jego uczniów, choćby dlatego, że miał staranny zeszyt do zadań, poza tym wiedział kiedy i jak się odezwać („Grodziecki zachowuje się na polskim jak kurwa”- opinia wąsatego repetenta., wg T. nie do końca pozbawiona słuszności). Rozgoryczony wszedł w jedną z ulic, nie umiałby powiedzieć czego mu brak, nie dorósł do słów, które mogły by to wyrazić, „Znalazł się na tej przełęczy życia, gdzie pragnie się być w jakiejkolwiek sprawie przyczyną, a nie zawsze tylko skutkiem, i gdzie rodzi się lęk, że człowiek może zostać na resztę swych dni oszołomionym i bezradnym widzem”. Dalej opis pasażu (sklep z fotografiami, kiosk z pysznościami(ksztany i takie tam)), kawiarnia, pomnik marmurowej panny, która oburza Rade Miejską (jako wizerunek grzechu) – Teofil rzecz jasna omijając twarz obrzucił nagą rzeźbę wzrokiem.
Imieniny radcy Albina – goście z prezentami: papierośnicami, zapalniczkami, słonikami na szczęście (od pań). Byli też bracia Fajtowie – praktykanci rachunkowi i ich siostra gimnazjalistka Alina. Była też tzw. Pańcia (Małgorzata Paykart, która stała się Pańcią ze względu na sposób w jaki zwracała się niegdyś do swych piesków) – wdową została mając 17 lat – mąż się zastrzelił w wigilię, czego po jej pogodnej starości trudno byłoby się domyslić. T. ją lubił – była w jego najdawniejszych wspomnieniach. I ona go lubiła. Przy stole odpowiednia hierarchia (np. Fajt mówi półgłosem, by niebacznym słowem nie wtargnąć w wyższe rejony stołu). Goście odpowiednio usadzani, np. koło T. jego nudna rówieśniczka, z która nie miał o czym rozmawiać. Dlatego T-wi odpowiadało, że musiał pomagać przy stole, tak by ojciec nie musiał wstawać. Pańcia, kapitan Siekierski, Albin troszkę politykowali, że oskarża się ludzi prostych o szpiegostwo (zapytał kogoś parobek dlaczego jedni noszą czerwone, drudzy niebieskie portki). Kapitan powiedział, że gdyby radca miał te same wiadomości o szpiegostwie rosyjskim nie śmiał by się (z inf. o kolorze spodni można wnioskować o formacjach wojskowych). Kapitan był zły, nie lubił tego długiego okresu pokoju, bo siwiał i chciał awansu. Złożył natomiast wykwintny toast za Albina: Albinus znaczy biały – imię w sam raz dla duszy radcy (wazeliniarz). Kapitan przemawiał w tonie wysokim, nawiązując w poincie do noszonego przez wszystkich w sercu orła. Niusia Piekarska starała się za serwetką ukryć śmiech – T. to zdziwiło; pomyślał, że chyba nigdy nie przyjdą lata, żeby słowa podobne wzruszały ją jak wzruszają dziś jej matkę.

Previous J.Parandowski "Niebo w płomieniach" Teofil Grodzicki cz2
Next J.Parandowski "Niebo w płomieniach" Teofil Grodzicki cz4