Parandowski – fragmenty Nieba w Płomieniach cz2


Ponieważ kanonik musiał wyjść (odwiedzić chorego ks. kanonika Paliwodę) Grodzicki poszedł z nim kawałek. Grozd mówił do radcy o tym, że Paliwoda chciał by Grozd zajął jego miejsce jednak „Któż może zwrócić uwagę arcybiskupa na nieznanego katechetę?
-Zdaje mi się – szepnął po namyśle Grodzicki – że mógłby to zrobić namiestnik,
-To prawda – odparł również cicho ksiądz Grozd.” subtelna aluzja :] Panowie poszli każdy w swoją stronę.
Grodziecki streścił synowi wydarzenia 18u ostatnich godzin, zatajając jedynie pakt z katechetą. T. z czystym sumieniem mógł mu przyrzec, że faktycznie zachowanie T. już się nie powtórzy. T. bowiem na ostatnim spotkaniu wypompował się do cna i nawet do towarzyszy czuł niechęć, z wyjątkiem może Kościuka, który zresztą zadał mu pytanie, na które nie potrafił odpowiedzieć (czy wierzysz w Boga?). Przez następne dni wracał z gimnazjum rozczarowany – wszystko było po staremu, tylko nauczyciele szukali „przecieku”, przy czym Rojek księdzu na myśl w ogóle nie przyszedł. Doszli do wniosku, ze po radzie nauczyciele poszli do restauracji i zostali tam podsłuchani. Księdza to niepokoiło, bał się że wieść się rozniesie po mieście, prasie. Właściwie oczekiwał katastrofy, a o całej sprawie nie chciał mówić z żadnym nauczycielem. Kos natomiast tylko raz miał z nim zajęcia, a i one rozczarowały T. – nei byo już śladu ironii, uniesień w glosie Kosa, i sam Kos zresztą unikał T.z rozsądku. Tak Kos zszedł na dalszy plan, ustępując Rojkowi, który sam inaczej patrzył na T., kilkanaście razy na lekcji wyrywał go do odpowiedzi, orzeźwiając nudę w klasie. Jakby rozmawiały ze sobą ich duszę (ponieważ mi się spodobało – zacytuję):
„Kimże jesteś, stary dziwaku, który przychodzisz po nocy, aby zakłócić spokój domu i ocalić go od większych niepokojów?”
„Skąd się tu wziąłeś, chłopcze, który walczysz z Bogiem, a odludków sprowadzasz pod dach przyjaciół?”
„Czy mam w tobie cenić coś więcej prócz młodości mego ojca, której jesteś wspomnieniem?”
„Zjawo mglista, zrodzona w dniu, w którym na zawsze porzucił mnie mój syn, czy nie minęłaś się z nim w drodze, schodząc na ziemię?”
Powstał niepisany układ: Rojek powierzał T. trudne do rozwikłania zdania; T. wdzięczny, nie chciał zawieść. Milczące objawy uznania były T. milsze od not. Sam Rojek zmienił się – kiedyś przyszedł do klasy z mapą, potem przynosił książki, obrazy, rzeźby, fotografie. Porzucił gramatykę na rzecz historii. Chciał T. sprawić przyjemność, choć T. irytowało to czasem, w przeciwieństwie do zadowolonej klasy (brak gramatyki). Zainteresował T. religią, na którą dawniej nie zwracał uwagę. Koledzy natomiast rozmawiali o T. i nawiązali nawet do Zamku, pytając czemu T. już z nimi nie rozmawia. Wajda powiedział za T., że to dlatego, ze jest odludkiem, indywidualistą. I minął mu już kaprys. T. wzruszył ramionami, jednak w swoim zeszycie zapisał, że naruszył zaufanie kolegów, nie ma jednak zamiaru przerywać milczenia i że” z wykładów Rojka wynika, że monoteizm zubaża życie umysłowe, wysusza wyobraźnię. Czy któryś z bogów greckich byłby zdolny przelać krew tysięcy ludzi o jedno słowo, jedną sylabę?”.
Ksiądz Grozd mając lekcje po Rojku czuł się nieswojo – czuł pozostałości „czadu pogańskiego”, a sam T nadal go trwożył: bał się wywołać go do odpowiedzi. Natomiast Ks. Paliwodę odwiedzał często, nadal bardzo chorował, ale nie przyjął jeszcze ostatnich sakramentów.

Previous Parandowski - fragmenty Nieba w Płomieniach
Next Parandowski - Towarzystwo Szkoły Ludowej cz1