Parandowski – Towarzystwo Szkoły Ludowej cz3


Ksiądz Paliwoda przyjąwszy Ostatnie Sakramenty…wrócił do zdrowia, nie życząc sobie wpuszczania „tego księdza co codziennie przychodzi patrzyć kiedy zamknę oczy”. Usłyszawszy wieści od gosposi Paliwody Grozd odparł, że dzięki Bogu, bo odprawiał w tej intencji msze (nieprawda, choć dziwnym zbiegiem okoliczności imię umrzyka, za którego odprawiał msze brzmiało jak imię kanonika- Kajetan). Dobry humor Gozda padł. Kościół poucza, że nagłe ozdrowienia po przyjęciu Ost. Namaszczenia zdarzają się, gdy to nie sprzeciwia się zamiarom Bożym. I faktycznie nie wiadomo jak skończyłaby się interwencja Grodzickiego w sprawie k. Grozda i jego ‘awansu’ u arcybiskupa, bo nie był to dobry ku temu czas.
Z Wiednia wrócił ekscelencja (szef szefów – w tym Albina) cały szczęśliwy i z teczką roboty dla A. Ten, ostatnimi dniami obojętny na sprawy zewnętrzne, zamiast zająć się papierami wyjął „Obrony religii katolickiej” tom drugi („Czy i jaki jest Bóg”). Po pierwszym rozdziale zabrał się do zielonej teczki od szefa, ale nie przejrzał jej sumiennie, zapisawszy na ostatniej stronie: godne całkowitego załatwienia. I temu miasto Lwów zawdzięczało zasiłki na roboty kanałowe. Lektura sprawiała, że Albin z radością zdobywał dowody na istnienie Boga, co było o tyle dziwne, że był 50letnim nowicjuszem, a jego syn patrzył na niego z pogardą. Dyskutowali oboje, ojciec dumny z wiedzy syna. Byli teraz godnymi siebie przeciwnikami, że aż Zofia, prosiła ich, żeby dali sobie nawzajem spokój, ale Grodzicki nie chciał się wyrzec nadziei, ze odzyska syna i narzuci jego myślom jakąś wątpliwość. Żeby czytać radca przychodził bardzo wcześnie do racy, co budziło złośliwości o nadgorliwość. Zamówił nawet na adres Namiestnictwa książki z Wiednia (myślano, że to tajne wydawnictwa). Zaczytywał się w książkach dzielnie, ale szkodziło mu to w opinii ludzi bo np. idąc z pracy nie podawał już ręki woźnym, bo ściskał w niej karteczkę z wypisanymi argumentami… . T. nie chciał zaprzestać walki z ojcem, na czym cierpiał radca (padło uporządkowanie, spieszył się na różne rauty, zapomniał kluczy – 1 raz w życiu) i Zofia – kłóciła się z mężem. I jeszcze dowiedział się w czasie jednej z dysput z synem, że był tu Rojek, a że zastał tylko T. to sobie gwarzyli i w czasie tego gwarzenia Rojek miał rzec, że lingwistom każe się wierzyć, że języki powstały pod wieżą Babel.
Tym wytrącił z równowagi Albina – stracił zapał, poczuł beznadzieje sytuacji, gdy tylko tracił szacunek syna. Nazajutrz wysłał książki do czytelni, zapomniał nawet wymazać swych uwag z marginesów. A nieświadomy Rojek uratował dobrego urzędnika. Choć, tego dnia, gdy Rojek zaszedł do radcy i zastał tylko T., zobaczył go ksiądz Grozd i od razu zapalał doń nienawiścią. Nazajutrz odwiedził swego sojusznika w Radzie Szkolnej – eksprof. Majewskiego. Ks Grozd w trosce o młodzież zadał Majewskiemu tylko pytanie, czy godzi się by w jednym z najlepszych gimnazjów uczył człowiek o skromnych talentach pedagogicznych, marnym życiu osobistym i – pijak. Wystarczyło.

Previous Parandowski - Towarzystwo Szkoły Ludowej
Next Parandowski - Towarzystwo Szkoły Ludowej cz4