Pusty dom


Początkowo i te informacje mają postać suchej notatki. 8 stycznia 1942 roku Dawid zanotował, że w Bodzentynie jest 2 ofiary z pośród Żydów. Jeden od razu na śmierć,
a drugi ranny. Tego rannego to zaaresztowali i wzięli go ze sobą na posterunek do Bielin,
a tam go dopiero zabiją na śmierć (DR. 42). Także ekshumacja zwłok zabitego na początku wojny Niemca nie budzi w chłopcu większych emocji, w notatce z 30 lipca 1941 roku czytamy:
Pędząc krowę z pola zobaczyłem, że stoi jakiś ciężarowy samochód koło grobu Niemca. Z początku myślałem, że reperują, gdy doszedłem bliżej to zobaczyłem, że wyjmują szczątki tego Niemca co został zabity na początku wojny. Wszystkie części ciała widziałem, głowa osobno, ręce osobno, tułów osobno i nogi. Ciała wcale nie było. Nie było nic czuć bo zalali jakimś płynem (DR. 25).
W Krajnie śmierć obecna była w rozmowach dorosłych, w informacjach, jakie przynosili wracający z Kielc lub Bielin. Dawid zapisywał to, co udało mu się usłyszeć od ojca czy sąsiadów, dlatego relacje dotyczące śmierci mają postać suchych komunikatów. Dopiero od momentu przeprowadzki do getta, śmierć zaczyna się niejako materializować, dosięga konkretnych osób, znajomych i sąsiadów, staje się doświadczeniem, które wzbudza strach i trwogę. Kiedy chłop z Krajna przynosi wieść o śmierci córki byłego sąsiada Dawid zapisuje:
Nie chce mi się dowierzać ale wszystko może być możliwe. Taka dziewczyna jak kwiat żeby ona mogła być zastrzelona to już chyba będzie koniec świata. Żeby nie było jednego dnia spokojnego. Nerwy się już całkiem wyczerpały, jak słyszę co, o jakimś nieszczęściu to oczy mi wychodzą na wierzch i głowa mnie zaczyna boleć, to wtedy jestem taki wyczerpany, jak po najcięższej robocie (DR. 6 kwietnia 1942, s. 71 – 72).
Podobne emocje wzbudzają w chłopcu liczne rewizje żandarmerii, które niemal codziennie są przeprowadzane w domach mieszkańców Krajna i okolicznych miejscowości. Policjanci między innymi sprawdzają, czy Żydzi nie ukrywają rzeczy, których posiadanie jest zabronione odpowiednimi zarządzeniami władz okupacyjnych. Posiadanie takich zakazanych przedmiotów, na przykład futer, kosztowności, grozi więzieniem, grzywną, a w najgorszym wypadku nawet śmiercią.
Dawid początkowo stara się być dzielny:
Policja robiła u nas rewizję o jakieś wojskowe rzeczy. Policjanci pytali mi się gdzie się znajdują te rzeczy a ja zawsze mówiłem, ze nie ma i już. Więc nie znaleźli i poszli (DR. 18 czerwca 1940, s. 12).
Jednak z czasem widok przejeżdżającej żandarmerii wywołuje lęk i strach przed kolejnymi przeszukaniami, aresztowaniami:
Gdy byli już blisko nas to myślałem że, serce mi wyskoczy, tak mi biło, ale Dzięki Bogu że, Żandarmerja nie wstąpiła do nas, bo pewno mieli u nas być. (…) Byliśmy tak przelęknięci że, nie wiedzieliśmy co się z nami dzieje
(DR. 17 czerwca 1941, s. 20).
Kiedy policjanci po jednej z wielu takich rewizji w domu Rubinowiczów, aresztują ojca, chłopiec opisuje swój niepokój, jednak zaraz potem wspomina także, że kolacji żeśmy nie jedli wcale, o godzinie 12 – tej położyłem się spać (DR. 35). Lęk o ojca nabiera zatem cech bardzo konkretnych, oznacza niemożność zjedzenia kolacji, gdyż nieznany los głowy rodziny odbiera apetyt.
W ten sam sposób Dawid przekazuje informacje o wysiedlaniu do getta. To przełomowe wydarzenie chłopiec sprowadza do szeregu czynności, których trzeba dokonać przed przeprowadzką – pakowanie, sprzedawanie szafy, obórki, obrusów, czyli wszystkich tych rzeczy, które są trudne do przewiezienia lub po prostu mało przydatne w nowym miejscu zamieszkania. To także pożegnanie z sąsiadami i pierwsze łzy na myśl
o opuszczeniu rodzinnego domu:
Gdy sobie pomyślałem, że musimy stąd odjechać to musiałem wyjść na dwór, tak żem się rozpłakał, że stałem więcej jak ½ godziny i szlochałem (DR. 61).
Zmiana miejsca zamieszkania wiąże się nie tylko z koniecznością porzucenia rodzinnego domu, znajomych i sąsiadów, to także, a może przede wszystkim, przeprowadzka ze wsi do miasta. To nowe środowisko, nowe otoczenie, do którego chłopiec nie może się przyzwyczaić:
W swoim domu było inaczej jak tu. Zawsze było co robić, a tu wyjdę na ulicę i nazad przychodzę, bo co będę robił na ulicy (DR. 64).
W bodzentyńskim getcie Dawid tęskni za rodzinnym Krajnem, gdzie zawsze można było iść do lasu na grzyby lub jagody, pojeździć na pożyczanym rowerze, odwiedzić sąsiadów, czy pomóc tacie w pracach gospodarskich. Tu, w getcie jedyne, co można zrobić to przespacerować się po ulicy, by za chwilę wrócić do swoich czterech ścian. Chłopca ogarnia nuda, tęsknota za straconym domem. Gdy pewnego dnia ma możliwość odwiedzenia rodzinnej miejscowości, nie może opanować wzruszenia. Krótka wycieczka
owocuje chyba jedną z najbardziej przejmujących notatek w Pamiętniku, wspomina tu Dawid wizytę w pustym domu:

Previous Nowa Rosja
Next Przedsiębiorcą być w Polsce.